1. W piątek mieliśmy znowu wspólną kolację: tym razem do grupy z Uilenstede dołączyło kilka osób z programu, które mieszkają w innych częściach Amsterdamu. Gwoździem programu miały być placki ziemniaczane przygotowane przez polskie trio: Łukasz, Marcin i ja, a było nim piwo zakupione przez innego Polaka, Piotra, którym głodni raczyli się w długim oczekiwaniu na jedzenie. Honor ojczyzny został uratowany, a z wieczoru wyciągnięty wniosek: jeśli gotujesz dla 11 osób i masz tylko 2 patelnie, to placki ziemniaczane nie są dla Ciebie.
2. Odwiedził mnie Albert, znany części czytelników, dzięki czemu miałam okazję pozwiedzać po raz pierwszy od przyjazdu Amsterdam. Museumplein z celem na najbliższe dni: Rijksmuseum, dzielnica czerwonych żarówek, Leidseplein z świetną włoską restauracją, plac z najsłynniejszym amsterdamskim hotelem, założonym przez Polaka, Adolfa Krasnopolskiego. No i specjalność lokalnej kuchni: frytki z majonezem...
3. Byliśmy na urodzinach Gosi: ekonomiści potrafią się dobrze bawić, co generalnie wiadomo nie od dziś.
Poniżej/obok - zdjęcia z wycieczki po Amsterdamie. I jak by to powiedział Oskar: to był słuszny weekend ;). Jutro pierwsze zajęcia z programowania...
Perełka na koniec... Kategoria: ekonomia geografii, temat: kręgi upraw a rozwój miast:
ja mam taki dylemat - czy wysiadac na Zuid czy VU, zeby dostac sie do TIA w przyszlosci? Ktoredy blizej, pani geograf :)?
OdpowiedzUsuńPiotr
Drogi czytelniku,
OdpowiedzUsuńjest tylko jedna dobra odpowiedź: Zuid!
to teraz czas na kolejne odwiedziny ;)
OdpowiedzUsuńja tam się prawie wychowałam na frytkach z majonezem ;) i ciągle nie jestem w stanie pojąć tego zdziwienia. Fajnie, że wrzucasz swoje zdjęcia i że ten blog ma jakąś osobowość. Wreszcie jakaś odmiana po tych amsterdamskich nowinach z innego akademika...
OdpowiedzUsuń@Magda - zapamiętam sobie!
OdpowiedzUsuń@Łukasz - to ja Ci nie mówiłam, że tak bardzo lubię frytki z majonezem?
OdpowiedzUsuń