poniedziałek, 27 września 2010

Texel

Weekend zdarzył się nam cudny: piękne, najczęściej bezchmurne niebo, intensywnie zielone pastwiska z wypasającymi się w spokoju stadami owiec, rajd rowerowy wzdłuż szerokich plaż i Morze Północne.

Wyspa Texel oddalona jest od stałego lądu o 20 minut podróży promem, nieco więcej niż godzinę jazdy pociągiem na północ od Amsterdamu. Jest jednym z głównych "letnich kurortów" Holandii, celem wycieczek holenderskich rodzin z całego kraju. Mimo swojej popularności, o tej porze roku zaskakuje ciszą, spokojem i pustymi, równinnymi przestrzeniami.

My byliśmy tam z okazji weekendowego wyjazdu integracyjnego, zorganizowanego przez Samorząd Studentów naszego Instytutu. No i jak na razie były to najfajniejsze dwa dni od mojego przyjazdu - w końcu można było lepiej poznać ludzi z programu, także tych ze starszych lat, porozmawiać na głupie tematy, pograć w mafię i nie tylko, pojeździć dłużej na rowerze i generalnie cieszyć się słońcem, morzem, widokami. Siekierka i szacunek dla organizatorów - wszystko sponsorowane przez instytut, były gry integracyjne, była wycieczka promem i były nawet wege-burgery na kolację ;).

A dziś znów poniedziałek, podróż do Rotterdamu, wykłady, praca domowa: mój zbiór powrócił do stanu ograniczonego.

Za 2 tygodnie M&M z wizytą !!!!! A w międzyczasie - przenocowanie W. w jego drodze za ocean - za głosem serca... Ach! Buziak dla W.!

Poniżej trochę zdjęć z malowniczej Texel:







Przy okazji - sto lat dla szalonego łyżwiarza obok ;) Wszystkiego najlepszego Marcin!




















4 komentarze:

  1. Ach, ale Ci zazdroszczę tych przejażdżek po plaży... :) A zbiorem się nie przejmuj, pewnie w następny weekend znów się poszerzy. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucy, dostrzegam blogowy przypływ romantycznego nastroju. Daj spokój, nie wstyd Ci? ;) I wciąż spotykam kolejne panie Górnickie, los mi je zsyła na pocieszenie:D Jechałam w ten weekend z M&M pociągiem do Wawy, wspominali, że się za chwilę do Ciebie wybierają, super:)))
    Podpisuję się pod zazdrością Piii! ;) Co do lotów, dziś rano (zdecydowanie za rano) byłam na naszym światowym warszawskim lotnisku i widząc te tłumy z walizkami, kolejkę do odprawy na Teneryfę i zwiewne, letnie kreacje, dopiero pozazdrościłam! So so, my dear Lucy, zbiór ograniczony Amsterdem/Rotterdam zdecydowanie górą nad wawa/wawa;) :***

    OdpowiedzUsuń
  3. PS Zdjęcia fantastyczne!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. M&M to znaczy "Mamusia i Madziusia" ;P - ale myślę, że Juda też wpadnie niedługo z wizytą. No i myślę, to samo o Tobie! A co robi Arleta na Żoliborzu? Mieszka z Tobą?

    OdpowiedzUsuń