sobota, 11 września 2010

A jednak - powrót do blogowania ;)


Mam nadzieję, że tak będzie łatwiej - przynajmniej dla mnie - utrzymać kontakt między Amsterdamem a Warszawą i okolicami.

Na początek - rzecz, z której na razie najbardziej się cieszę, czyli ROWER. Niebieski i lekko trzeszczący :). Sakwy jakie są - każdy widzi, ale dopóki mi ich nie ukradną, niech wiszą.

Miejsce w którym mieszkam, to Amstelveen - taki amsterdamski Tarchomin albo Żerań. Metrem do centrum dojeżdża się w 20-25 minut, najbliższa okolica to takie, jak poniżej, akademiki studenckie. Plus dużo zieleni, kanał z kajakarzami, a nad głową - samoloty podchodzące do lądowania na Schipholu. Jak na razie mieszkanie tutaj bardzo mi się podoba - jest gdzie pobiegać, są znajomi, są weekendowe wspólne kolacje.

Jutro trochę więcej o tym, jak wygląda mój program i jak wyglądają Holendrzy. Teraz - praca domowa z matematyki :P

Ps. Klaudia - licznik na rowerze już działa, więc nie ma wymówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz